POLSKI HIP HOP

Solar – Bumbap (ft. Bialas, prod. Lanek, skrecze: DJ Flip) STREET VIDEO [ISKRA #5]

Solar – Bumbap (ft. Bialas, prod. Lanek, skrecze: DJ Flip) STREET VIDEO [ISKRA #5]

Zamów Iskry Solara i Klik Klaki Białasa w naszym oficjalnym sklepie:
Limitowane t-shirty SB Maffija znajdziesz tutaj:

Pobierz MP3 „Bumbap”! Wyślij sms o treści MP3 SB38 na numer 7368 (cena za wysłanie smsa 3,69 PLN brutto), regulamin: www.mp3zasms.mobiltek.pl

Ustaw utwór Bumbap zamiast sygnału oczekiwania na połączenie.
Wyślij SLR18 na numer 80833 (0 zł)
Abonament miesięczny:
Play – 2zł
Plus – 2,02zł
T-Mobile – 4,99zł
Orange – 4zł
reg. halodzwonek.pl

Tym razem nieco bardziej klasyczna iskra i raczej już ostatnia tego typu. Video to paro godzinny spontan, który mamy nadzieję umili słuchanie kawałka. Video koncertowe zostało nakręcone na Koncercie premierowym PCC „Made In Heaven” który odbył się w klubie Eskulap, w Poznaniu 17.10.2014 (relacja: https://www.youtube.com/watch?v=fsHQ_1Mxfm8&list=UUVUaz3RaaHZ4OUODMClYpGw)

RAP:
Solar: https://www.facebook.com/slonecznysolar | instagram.com/solarwwa
Białas: https://www.facebook.com/bialash8me |
// https://www.facebook.com/solarbialas

Produkcja: Lanek https://www.facebook.com/LNKBEATS
skrecze: DJ Flip https://www.facebook.com/djflipeudezet

Artykuł wbudowana reklama nr 2

Video: SHQUO https://www.facebook.com/shquo

nagranie/mix/mastering: Solar @ NOBOCOTO STUDIO (http://facebook.com/nobocoto)

represent: SB MAFFIJA: http://facebook.com/sbmaffija

Dystrybucja digitalna:

http://listen.tidal.com/album/59227375
http://www.deezer.com/album/12829490

https://play.wimpmusic.com/album/59227375

Odsłon:196244 Like: 2383 Dislike: 102

Materiał Video Od: SBM Label

solar/białas,solar,białas,słoneczny,hip-hop,rap,bumbap,lanek,sb maffija,dj flip,iskra #5,iskra,nobocoto,shquo,michał długokęcki,prosto,label,konsekwencja,znajdę to,depresja rapera,czarny koń,czasem czuję,jbmnt,flip,video


Źródło materiału by SBM Label
Data Utworzenia: 2014-11-28 15:42:55

Tags

Powiązane artykuły

38 Komentarze

  1. Ema kocurrry, miałem napisać to wczoraj ale piszę dziś. Będzie o podróżowaniu… ze szczególnym uwzględnieniem fazy lotniska bo to, co dzieje się na portach lotniczych jest conajmniej niecodzienne i, tym samym, warte wspomnienia w memuarach na tym w chuj modnym fanpejdżu. W Polsce bywam rzadko co nie znaczy, że rzadziej niż bym sobie tego życzył. Mój dom jest już gdzie indziej, sentymenty, w wieku chrystusowym, który osiągnę za kilkanaście dni, są brutalnym żartem. Oduczyłem się tęsknić. W każdym razie, Drogi Czytelniku, dostałem zaproszenie na Śląsk. Okazja, eufemistycznie rzecz ujmując, była szczególna, ponieważ osiemnaste urodziny twojej córki chrzestnej odbywają się raz i potem już jakby się nie da tego cofnąć. Także jedziemy. Po pierwsze chuj w dupe liniom lotniczym wszelkiej maści za olewanie Kato w tak ostentacyjny sposób: mieszkając na północy Anglii możesz kurwa POMARZYĆ o wygodnym połączeniu. Znalazłem jeden (słownie: JEDEN) samolot z Londynu w sobotę o szóstej rano. Ja kurwa nie wiem, czy sobie zdajesz sprawę, Odbiorco tych słów, co to znaczy dla rezydenta okolic Manchesteru ale po to jest ten tekst, żeby ci to uświadomić. Otóż, Maluszku mój kochany, startując z lotnicha w Manchesterze czy Liverpoolu, gdzie na cześć Beatlesów wystawiono na widok publiczny najbrzydszą instalację w historii instalacji wystawianych na cześć kogokolwiek, jestem jakąś godzinę pociągiem od terminalu docelowego. I to kosztuje dyszkę. Do Londynu mam trzy godziny. I to kosztuje dyszek dziewięć. Mówię o tym oczywiście zupełnie krajożetakpowiemznawczo, bo jebać siano serio, szczególnie w sytuacji, w jakiej znalazłem się po odebraniu telefonu od mojej kuzyneczki. Podróż zacząłem od wizyty w sklepie. Nabyłem Lucozade Carribean Crush (1L), rum Captain Morgan's Spiced (0.7L), tytoń marki Amber Leaf (12.5 g) i chipsy Lays (salted). Oczywiście zanim zapłaciłem za wszystkie moje bronie wyjazdowe spędziłem pięć spokojnych minut na bajerce ze sprzedawcą… mówiłem już o tym i jak przyjeżdżasz na północ wysp to nie możesz tego olewać: pogadaj kurwa o pogodzie, drugim sklepie czy siniakach po siłce OBOJĘTNIE, nie bądź sztywną pizdą z cebulandii, podziel się sobą z ziomkiem, co zdycha za ladą. I coś u niego nabądź. Real talk. Ja pogadałem, kupiłem i skierowałem swoje kroki w stronę dworca. Pogoda wymarzona do spacerów, po siedemnastej w lipcu nawet Lancashire potrafi się do ciebie uśmiechnąć. Zazaczam, że idę w piątkowe popołudnie. Wsiadam w pociąg, obserwując czacik z RA i Michaliną. Znalazłem sobie niszę, gdzie mogłem w spokoju pić rum , jeść chipsy i pierdolić świat przez 180 obiecanych mi przez bilet minut. Okazało się, że ani bilet nie kłamał ani ja nie wyolbrzymiłem: Virgin trains love max. Londyn. Ja pierdole… Milion ludzi. Każdy biegnie. Nie, że ja teraz używam jakichś środków stylistycznych…. KAŻDY KURWA BIEGNIE. Każdy wysiada i zaczyna biec: szlaufy na obcasach, czarnoskórzy kaznodzieje, dzieci tych szlaufów i tych kaznodziei: każdy biegnie. Ja mam wyjebane, idę spokojnie bo nie wiem gdzie jestem. Wychodzę na stacji i pytam panią jak tu na lotnisko. Pani do mmie, że się spóźniłem na autobus i muszę czekać na pociąg. Jaaa pieeeerdooole CZEMU NIE BIEGŁEM??? No chuj, nieważne, jest północ w piątek i Londyn rozpierdala atmosferą. Jaram sobie szluga i mija mnie para gejów w świecących kostiumach, pięć do siedmiu freestyle'ujących murzynek, typ przebrany za kurczaka i Lamborghini z dziwkami. Każdy chce siana. Każdy pyta o drobne, jakby to było powietrze. Nikt nie pyta z postawy roszczeniowej, nikt nie pyta z egzystencjonalnej. Czyli wyciągasz flaszkę rumu. Czyli nikt nie podchodzi, bo szanuje się swoich w Londynie, Azerbejdżanie czy Grecji: co to znaczy o której się pije? W Warszawie się pije w Pradze się pije. Jak się pije to się nie ma pieniędzy. I tak stoję sam, akceptowany przez przyjazne mi, bo zgniłe moralnie, otoczenie. Nikt nic nie chce, przynajmniej nie ode mnie i przynajmniej dopóki trzymam flaszkę. Łapiąc metro dowiaduję się, że pociąg dowiezie mnie tylko na stację, z której muszę dojść na przystanek, z którego odbierze mnie autobus i tym sposobem dojeżdżam na Stansted. Znam to lotnicho bo wracałem stąd do Polski jak wypuściliśmy Bybzi z Młodzikiem. Jest 1.30 nad ranem i lipcowa noc nie pozwala mi jeszcze wejść do środka. Siadam na ławeczce, naprzeciwko stoi policja i spisuje jakichś gówniarzy za odpierdalanie na obiekcie. Wyciągam butelkę, lucozade, skręcam szluga i piję. Piszę do Michaliny, że nikt mnie nie zabił i jakiś gruby pan koło mnie rozlewa się na dwa betonowo-metalowe miejsca przy śmietniku. Czekała na tę wiadomość i w końcu może iść spać. Życzymy sobie dobrej nocy, przez głowę przebiega mi myśl, że chciałbym jej to wyszeptać i chwiejnym krokiem zawijam się na terminal. I tera uwaga: lotnicho nocą to miejsce, gdzie zawsze będę chciał wracać. W powietrzu delikatnie kołyszą się sny, ciche rozmowy, zmęczenie i woń alkoholu zmieszanego z kawą za dwa pięćdziesiąt. Możesz wjebać się tam z kałachem i zacząć krzyczeć, możesz wjechać Abramsem, możesz wlecieć tam kurwa samolotem i jedyne co poczujesz to wstyd, bo niepisana zasada głosi: zamknij ryj jak jesteś tu w nocy. Znajdź wolne miejsce i zajmij się sobą. Kupiłem kawę za dwa pięćdziesiąt i ogarnąłem którędy do mojej bramki. Wolne miejsce znalazłem oczywiście na podłodze, jak każdy normalny podróżny, który doświadczył bólu dupy po 4 godzinach siedzenia na krześle zaprojektowanym pod kątem przetrwania kataklizmu. Bagaż jest o wiele zgrabniejszy, poza tym po odpowiednich modyfikacjach zamienia się w szezlong. Rozjebany na tej prowizorycznej kozetce spędziłem kolejne kilka godzin na czytaniu, piciu, paleniu i okazjonalnych rzutach okiem na współciemiężników. Najbardziej lubię patrzeć na pary: troska, z jaką chłopak stara się umilić wypoczynek swojej dziewczynie jest zawsze rozpierdalająca w swojej grotesce. Całe to moszczenie legowiska, wycieczki po kawę, ciastka i szukanie toalety przy pomocy łamanego angielskiego zabiera mnie do czasów, kiedy sam tak robiłem i cieszę się, że przynajmniej w tej kwestii nic nie zmieniło się na tym skurwiałym świecie. Nie chciałbym być znowu na miejscu wspomnianego dżentelmena, wolę widzieć Michalinę otuloną w pościel niż skrawek koca rozłożony na podłodze śmierdzącej Mr Properem. Młoda miłość nie uważa takich prawd: ma swoje, rządzi się inaczej, szarogęsi w życiu dorosłych. Uśmiecham się do niej, życzę, żeby im wyszło i spierdalam na kontrolę. Odwiedziny miały być z założenia krótkie, więc podróżowałem lekko: żadnych kurwa szczoteczek, perfum, płynów do płukania i tego typu gówien. Trochę odzieży, prezent, książki i telefon plus to, co miałem na sobie, także obeszło się bez kupowania jebanych torebeczek z automatu. Lot o szóstej rano, także w kolejce panował względny spokój. Żaden Zdzisio nie przyjebał się do żony, nikt nie płakał, nikt nie krzyczał: chcieliśmy spać. Tzn. tak myślałem. Kurwa… nie wiem o co chodzi z Ryanairem ale na pokładzie zaczyna się odpierdalanie i ci spisywani gnoje powinni, w porównaniu do moich współpasażerów, zostać wypuszczeni pod zarzutem bycia jak najbardziej normalnymi (wiem wiem, specjalnie takie zdanie, nie zesraj się jeden z drugim). Po sześciu tygodniach spędzonych w kolejce wchodzę do przaśnego airbusa kierując swoje kroki w stronę miejsc zainstalowanych przy wyjściu ewakuacyjnym gdyż jako jedyne oprócz tych w pierwszym rzędzie ale wtedy jest awkward bo się patrzy na stewardessy z dystansu jednego metra posiadają opcję wyciągnięcia nóg na pełnej. Zawsze udaje mi się to zrobić bo dba o to procedura: jeżeli już tam jesteś to przyjdzie pani i zapyta, czy w wypadku katastrofy lotniczej będziesz umiał/umiała zrobić tak jak jest napisane na obrazkach. Większość ludzi, którzy próbują być sprytni zostaje odsyłana stamtąd w chuj, bo nie czytają obrazków i napisów. A ja se czytam i mówię, że uratuję wszystkich i mogę siedzieć. Start, jak zwykle, emocjonujący w chuj. Janusze na bombie trzymają głowy sztywno przy podgłówkach ponieważ w wypadku takim, że samolot przypierdoli w taflę wody lub pole uprawne to im uratuje życie. Propsy w ogóle, że im się chce to robić na takim odcięciu… ze mnie schodzi Morgan i próbuję usnąć ale przecież kurwa mogę sobie o tym co najwyżej pomarzyć bo wjeżdża wózeczek ze specjałami. MOZE DRINKA? O ZUPA ŁOOOO, ILE ZA ZUPĘ? CZTERY KURWA FUNTY. A CZIPSY? TRZY PIĘĆDZIESIĄT. TO KAWĘ. I tak kurwa dwie godziny. Nipsey Hussle uratował mnie przed odjebaniem zamachu na kokpit. Jesteśmy nad Kato jaaaał. Oczywiście nie możemy wylądować o czasie bo Bober nagrywa bas i zagłusza sygnały na wieży z Projektem Nasłuch niechcąco (nie wiadomo do końca czy to prawda, Kidd rozgryza ten wątek) czyli godzina opóźnienia z płaczącymi dziećmi, staruszkami z różańcem i typami ojebanymi na zapałkę. LĄ DU JE MYYYYY. Propsy dla pilota bo nie odczułem wlewania mi płynnego ołowiu w małżowinę, wręcz przeciwnie: nie odczułem nic i mam tu również na myśli brak klaskania po lądowaniu. Fszoku fszoku. Kato port taki se, coś jak Modlin czyli barak wjebany w ziemię, w środku sklepy i ochrona. Sześćdziesięcioletnia. Łapię autobus (23 zł) do centrum. Jadę trzy kwadranse mijając w chuj reklam. Reklamy są wszędzie, są wszędzie, są wszędzie, wszędzie są reklamy. Budynki stolicy Śląska witają mnie po trzydziestu minutach. Szare to kurwa, simultaneousely KOPSTROKATE i jakieś głośne… Wysiadam i chcę do Gliwic. Pierwwsze co mnie spotyka to sytuacja: Ejże sprzedasz mi kiepa? Ja mówię, że dam, ale rozmówca jest w chuj honorowy i daje mi ekwiwalent jednej dwudziestej paczki Lucky Strike'ów. Biorę te drobne i spierdalam do kibla. Jest dziewiąta i byłem w podróży od kilkunastu godzin: chcę się umyć (oczywiście nie istnieje tu płatny prysznic bo po chuj na jednym z największych polskich dworców możliwość wzięcia kąpieli? Lepiej zajebać budkę z pitą i kiosk z gazetami na miejscu łaźni, która przynosiłaby w chuj większe zyski będąc podączoną do wyżej wymienionych ale kurwa nie, jebać to bo józek jest z PO i on nie lubi mycia się ogólnie i wypierdalaj. To idę do kibla. Tera w Kato taka faza, że na drzwiach dziewuszki w męskim usta eksponują na fototapetach. Zajebiście się srało. Debile jebani. Wszystkich tych AAQ projektantów, ktorzy kopiują
    wzory z zachodu powinno się odjebać: WY MY ŚL COŚ KU RWO SWO JEGOOOOO. Toalety z dupeczkami przerabiałem trzy lata temu. I nie chodzi o to, troglodyto po marketingu, że tam są usta kobiety. Chodzi o miejsce. W klubie taki myk jest spoko, bo masz wyjebane i lejesz do pisuaru albo nie do pisuaru. Tutaj jest dworzec, karierowczu jebany i jak ja mam 70 lat to sobie nie życzę w kiblu cycków ja pierdole… Nie życzę sobie, jebany wieśniaku, bo płacę dwa złote za komfort się wysrania w przyjaznym środowisku. Dzięki za wyrozumiałość, zamazałem wasze logo flamkiem szmaciarze. Jadę do Gliwic. Jestem, z nieznanych mi kurwa powodów, sensacją na peronie bo mam ciemne okulary i spodenki z nie Urban City. I bluzę Rap Addix.

  2. Powiem tak <>
    Lanek – jeden z najlepszych bitow jakie slyszalem
    Bialas – jedna z najlepszych zwrotek jaka slyszalem
    Solar – ty i depresja wypalenia? daj spokoj ta zwrota jest mega.

    Ja pierdole nie wierzylem w to ale rozjebalamnie ta nuta.
    Wypierdala mnie na maxa bit w polaczeniu z bialasem… Co za SZTOSSSSS KURWAAAAA

  3. ŁAKI Z SB PAKI ZOSTALI SPROWOKOWANI HUEHUE I TERAZ NAGRALI GÓWNO KTÓRE MA NA CELU UDOWODNIĆ TO, ŻE SIĘ KOGOŚ NIE BOJĄ CZY CHUJ WIE CO TAM :v

  4. Cóż. Kawałek jak wszystkie wasze poprzednie. ASŁUCHALNY KURWA! Kogo wy nazywacie łakami? #hipokryzja . I dalej te same pancze, że wszyscy się boją was zaatakować. hahaha z tego to jest jest beka na potężnym levelu.Nie tykaj gówna nie będzie śmierdziało. Tak kiedyś słyszałem. Więc macie odpowiedź na nurtujące was wciąż pytanie. Spakujcie tornistry i wypierdalać błazny. Co ten Queba ma w głowie ehh. Szkoda go

  5. Co ty chciałeś Pen Aira z Żywego Rapu Podrobić JEST BUM BAP NIE MA BUM BAP Chociaż On Jest Łakiem to ty Większym Pozdrawiam 

  6. Wszystko fajnie ale
    "zrobimy tu wytwórnie raperów wartościowych" ???
    Beteo, Zui, Bedoes ???
    Że tak zacytuje rose "serio ?"

Back to top button
Close

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker
%d bloggers like this: